Kamperem przez świat – bo ciekawa emerytura jest możliwa

Redakcja IUVENIS - 12.12.2017
139

Kamperem przez świat – bo ciekawa emerytura jest możliwa

 

Państwo Teresa i Andrzej Walczakowie przemierzają świat w kamperze. Choć znajomi dziwią się, że ich na to stać, to podróżnicy odpowiadają, że właśnie dlatego tak jeżdżą, bo mają mało pieniędzy.


Jak to robią? Na stronie wysokieobcasy.pl Pani Teresa wyjaśnia krótko – są dwie emerytury, które muszą wystarczyć na życie. Nie mniej, nie więcej niż 5 tys. zł. Zmiany wymaga jedynie nastawienie – gdy są w domu, przeliczają pieniądze na ogrzewanie, wodę, prąd. Gdy są zaś w podróży, przeliczają na paliwo, a media w domu zakręcają. W ten sposób oszczędzają, płacąc tylko za to, co sami wykorzystują.

Jak sami przyznają, najdroższe w podróżowaniu są zazwyczaj przejazdy. Nim zdecydowali się na nawet kilkumiesięczne podróże, wyjeżdżali na około dwutygodniowe wakacje. Gdy przeliczyli, okazało się, że jest to zupełnie nieopłacalne. To właśnie wtedy podjęli decyzję o wydłużeniu czasu podróży. Ich pierwszym celem stała się Kreta, na której spędzili łącznie trzy miesiące, cała podróż zajęła pół roku. Był to początek ich podróżniczej „kariery”, która trwa do dziś.

Jak to się zaczęło?

Jak wspominają Państwo Walczakowie, którzy pochodzą z Krakowa, nigdy nie mieli specjalnych ciągotek do podróżowania. Zaczęło się najprawdopodobniej od latania. Po przejściu na emeryturę Pan Andrzej szukał zajęcia, dzięki któremu zabije nudę i podniesie adrenalinę. Początkowe loty na paralotni odbywały się czysto rekreacyjnie, jednak z czasem lotnik podszedł do tematu na poważnie. Zaczął startować w różnego rodzaju konkursach i zawodach, również poza granicami kraju. Odwiedzili w ten sposób Litwę, Mołdawię, Austrię, Włochy, a kupno kampera dzięki temu stało się uzasadnione. Jednak jak to z paralotnią bywa, pogoda nie zawsze pozwala na odbycie lotów. W związku z tym para emerytów zaczęła zwiedzać okolice, w której akuratnie się znajdowali. Oboje wskazują, że być może od tego zaczęła się ich przygoda.

 

Początkowo tzw. caravaning, czyli podróżowanie z przyczepą, chcieli uprawiać w grupie, szukali więc towarzyszy podróży. Okazało się jednak, że nie jest to najlepszy pomysł na długie i dalekie podróżowanie. Ciężko było skompletować grupę na wyjazd dłuższy niż trzy tygodnie, o odległych celach podróży nie wspominając. Organizacja też nie wpływała na pozytywną ocenę podróży w grupie – gdy jedni już byli gotowi do drogi, inni jeszcze parzyli poranną kawę. To skłoniło Państwa Walczaków do samotnego przemierzania świata. Szukali jeszcze chętnych wśród znajomych, jednak ci zawsze znajdowali jakieś wymówki, głównie dotyczące finansów, ale i obaw związanych z opuszczeniem rodziny. Mało kto rozumiał, że podróżowanie na dłużej wychodzi taniej niż… życie w Polsce, a w dobie Internetu kontakt nie jest wcale utrudniony.

Kamperem przez świat

Jak wskazują podróżnicy, bez właściwego przygotowania nie ma co jechać, choć trzeba nabyć doświadczenia, aby  zrobić to odpowiednio. Nadal zabierają za dużo rzeczy w podróż, a jeśli czegoś nie mogą znaleźć, na pewno jest w ich „drugim, białym domu”. Najmniej zabierają jedzenia, bo żywią się jak miejscowi. Zresztą pozwala to znacząco obniżyć koszty, gdyż jedzenie w Polsce jest stosunkowo drogie. Do krajów muzułmańskich zabierają wieprzowe wędliny, bo tych im brakuje.

Ważne jest również poznanie celu podróży. Nie chodzi o jasne ustalenie trasy zwiedzania, a o wyznaczenie głównych punktów. Trzeba też zapoznać się z kulturą, jaką zastanie się na miejscu. Należy wiedzieć, co wolno, a czego nie, co przydaje się w różnych zakątkach globu. Ważne jest również poznanie historii miejsca, które chce się odwiedzić. Niektóre nacje mają specyficzny stosunek do niektórych budowli, miejsc, zachowań. Warto więc się przygotować, zamiast jechać „na żywioł”.

Świat znany, choć nieznany

Swoje dotychczasowe podróże opisują na blogu kamperemprzezswiat.blogspot.pl oraz na kanale YouTube. Państwo Walczakowie zwracają przede wszystkim uwagę na zaskakujące fakty. Dopiero w podróży dowiedzieli się, że na pustyni żyją krokodyle, a na Saharze nadal funkcjonuje niewolnictwo.  Mieli też okazję zobaczyć tajną bazę okrętów podwodnych w Rosji. Zaskoczył ich zupełnie odmienny wizerunek Iranu, Osetii, czy właśnie Rosji od tego, który kreowany jest w mediach. To ich najbardziej pociąga w podróżowaniu – zobaczenie na własne oczy i odczucie na własnej skórze, jak taki zakątek świata działa na ludzi.

 

Przeszkodą do podróżowania mógł się okazać język, jednak ostatecznie oboje sobie radzą. Pan Andrzej, emerytowany kapitan Wojska Polskiego, zna specyficzny język niemiecki, wyuczony w szkole oficerskiej. Oboje z Panią Teresą radzą sobie w języku angielskim, jednak spędzając tak długi okres w danym miejscu, człowiek uczy się podstawowych zwrotów. W ten sposób poznali odrobinę włoski, gruziński, francuski, rosyjski nie stanowił przeszkody ze względu na naukę w szkole. Na Litwie ze względu na zaszłości historyczne, napotkali drobne trudności językowe. Po angielsku nie za bardzo mogli się porozumieć, po rosyjsku Litwini nie chcieli rozmawiać, po polsku udawali, że nie rozumieją. Jednak gdy Państwo Walczakowie okazali szacunek, a także zakropili konwersację alkoholem, jakoś doszli do porozumienia. Okazało się, że Litwini i po polsku, i po rosyjsku jednak rozumieją. Podróżnicy uszanowali ich nastawienie, okazując zrozumienie i otwartość w kontaktach.

Kto chce, ten podróżuje

Znajomi nadal się dziwią, Państwo Walczakowie nadal podróżują. I choć nieraz zachęcali pozostałych do podróżowania, to jednak większości ludziom po prostu brakuje odwagi. Są przekonani, że ich dotychczasowe życie, pełne obowiązków, jest tym, które muszą prowadzić. A wystarczy odrobina chęci i odpowiednie rozplanowanie, aby faktycznie wyruszyć w podróż i chłonąć świat w całej jego różnorodności. Nie trzeba być milionerem, wystarczy być odważnym.

Comments

comments

139
Komentarze
Sonda

Czy należysz do lokalnego Klubu Seniora??

Loading ... Loading ...